Wiem

Życie na próbę

Droga redakcjo “Pielgrzyma”.
Czytam wasze pismo z coraz większym zaufaniem i dlatego ośmielam się jako ojciec zwrócić o poradę w następującej sprawie: ubolewam nad moim własnym synem, a dokładnie nad stylem życia, jaki wybrał. Wiem, że dzisiejsza młodzież jest pod wpływem kultury zachodniej i coraz częściej przyjmuje jej wzory. Mój syn Jarek wychowywany był w tradycyjnej, pełnej rodzinie katolickiej, mimo to nie ustrzegł się życiowego błędu. Przed dwoma laty wyprowadził się z domu rodzinnego i zamieszkał ze swoją dziewczyną w wynajętym pokoju. Nawet nie mówią o ślubie, argumenty moje i matki kompletnie do nich nie przemawiają. Jeśli coś planują na przyszłość to są to wycieczki zagraniczne… Twierdzą, że muszą najpierw “wypróbować” wspólne życie, że nie kupuje się kota w worku itp.
Proszę pomóc mi jako ojcu, jakimi argumentami mam nakłaniać mojego syna do tego, by pomyślał poważnie nad życiem, które przecież dostaliśmy od Pana Boga naprawdę, a nie “na próbę”.

Adam (nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

Panie Adamie.
Widzę, że nie muszę Pana przekonywać co do nauki Kościoła, bo czuję Pana cierpienie i je podzielam. Pozwoli jednak Pan, że odniosę się nie tylko do Pana przypadku. Zjawisko, które Pan sygnalizuje przybiera dziś rozmiary epidemii i warto mu poświęcić kilka ogólnych uwag.
Recepta na to wszystko jest jedna: PRAWDA. Dociera ona do człowieka za pomocą dwóch kanałów – rozumu i wiary. Ten drugi zazwyczaj jest nieczynny, celowo zapchany (życie “na próbę” jest swoistą publiczną deklaracją niewiary), skoncentrujmy się więc na rozumie, bo ponoć go każdy ma…
Czym są w świetle rozumu te “małżeństwa na próbę“, czy “wolne związki“? Już w samych tych sformułowaniach widać wewnętrzną sprzeczność. Brzmią one bowiem jak “kwadratowe koło” czy “sucha woda“. Nie może być coś wolne i jednocześnie związane.
Ten gwałt na logice jest jednak niczym w stosunku do gwałtu na koncepcji godności osoby ludzkiej. Formuła “małżeństwa na próbę” ma zawsze w podtekście jakąś chociażby domyślną umowę: “obiecuję ci miłość aż do momentu gdy mi się znudzisz“, “będę cię kochać tak długo jak będziesz ładna“, “będę z tobą aż do momentu gdy znajdę kogoś atrakcyjniejszego“, “będziemy razem, żeby się wypróbować, a potem się zobaczy“. W całym tym myśleniu jest jedno: niezdolność do uczynienia z siebie bezinteresownego, trwałego daru i traktowanie drugiego człowieka jak rzecz. “Wypróbować” czy “przetestować” to można garnki ze sklepu i potem ewentualnie je oddać, ale nie człowieka. Nie można brać człowieka w leasing – “używanie” go z możliwością “zwrotu“. Urąga to elementarnemu poczuciu godności osoby ludzkiej. I to nam mówi rozum. O szkodach w psychice ludzkiej, w której wytwarzają się pewne “matryce przeżyciowe” po takich doświadczeniach, o krzywdzie dzieci, z którymi nie wiadomo co zrobić po nieudanym “próbowaniu się” partnerów, nie będę już wspominał.
Problem zilustruję pewnym obrazkiem. Z jabłuszka wychyla się robak i mówi “kocham się w tobie“. Nie mówi “kocham ciebie” tylko “kocham siebie w tobie“. To “kochanie siebie” w jabłku polega na tym, że to co jest ponoć przedmiotem jego miłości jest przez niego… konsumowane, pożerane. Do czasu. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby “kochać siebie” w tym ładniejszym, które wisi obok…
Tego typu postawa życiowa jest niestety negacją autentycznej miłości. Tam gdzie egoizm, traktowanie drugiego przedmiotowo, brak woli uczynienia z siebie bezinteresownego, trwałego daru, nie ma prawdziwej miłości.
A co mówi wiara? Ta nam ukazuje, że związek małżeński dwojga ochrzczonych jest realnym znakiem miłości Chrystusa z Kościołem. Chrystus nie ukochał przecież Kościoła “na próbę” ale całkowicie i aż na wieczność. Dlatego też ci, którzy są “w Chrystusie” nie mogą inaczej przeżyć miłości jak w nierozerwalnym i trwałym związku sakramentalnym.
Jak przekonać syna? – pyta Pan. Nie widzę innej drogi jak powrót do prawdy, której pewne elementy starałem się tu przywołać. Prawdy, która wyzwala. Niedawno Benedykt XVI nazwał wszystkie te pseudomałżeństwa “wyrazem anarchicznej wolności“. Tak, nie ma wolności bez prawdy.

Za “PIELGRZYM” – “Spotkanie z Teologiem” – ks. Janusz Kropiewnicki

Powiązane zdjęcia:

Pasek dostępności